piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział VI


Rozdział VI



 Następnego dnia rano:

                                                        Oczami Lucy:


                Nie mogłam spać, przez całą noc przewalałam się z boku na bok, koło 6.00 Zwlekłam się z łóżka, bo wiedziałam, że i tak nie zasnę. Eh to pewnie za dużo wrażeń jak na jeden dzień, nowe miejsce, nowi ludzie może to śmieszne, ale ja już zaczynałam tęsknić za domem a to będzie dopiero pierwszy dzień spędzony tutaj. Dla odreagowania nadmiaru emocji postanowiłam iść pobiegać. Z resztą to nawet było by wskazane po wczorajszej kolacji. Założyłam dres, wzięłam ze sobą słuchawki i ruszyłam z domu. Biegłam chodnikiem w stronę parku, co chwilę musiałam omijać kałuże, bo w nocy padała deszcz, Alle to dla mnie nie przeszkoda biegłam dalej, aż w pewnym momencie zostałam ochlapana przez nadjeżdżający samochód, który wjechała w jakąś cholerną kałuże. Wkurzyłam się na idiotę prowadzącego ten samochód. Usłyszałam jak ktoś się ze mnie nabija, co jeszcze bardziej mnie rozłościło. Odwróciłam się w jego stronę, to był jakiś blondyn o cholernie niebieskich oczach. Ale to teraz jest nie ważne, spojrzałam się na niego wzrokiem, który mógłby zabijać.

- A ty, z czego tak się cieszysz?! Śmieszy cię to, że ja jestem mokra i brudna?!- Wrzasnęłam na niego.

-Rany, czemu tak się złościsz, przecież to nic złego.- Odparł ze śmiechem i w tym momencie jakiś ptak narobił mu na włosy. Tym razem to ja zaczęłam się śmiać z niego za to jemu nie było do śmiechu.

-To wcale nie jest śmieszne! Co za wredny gołąb. Powinni wyłapać wszystkie te ptaki! Kurde to już trzeci raz w tym tygodniu!- Warknął blondyn.

-Doprawdy? A ty, czemu się tak złościsz, przecież to nic złego.- Powtórzyłam jego słowa. Poczym oboje zaczęliśmy się śmiać z całego zdarzenia.

-Nadal masz zamiar biegać?- Spytał się mnie, gdy trochę się uspokoił.

-Tak, bo musze spalić wczorajszą kolację żeby mieć miejsce na dzisiejsze jedzenie.- Zaśmiałam się.

-A mogę pobiegać z tobą? Wiesz też codziennie biegam żeby mieć miejsce na papu.- Odpowiedział a ja znowu wybuchałam śmiechem.

-A chcesz biegać z tym czymś na włosach?- Wskazałam ręka na jego głowę.

- No fakt zapomniałem o niespodziance od gołębia. Masz może jakieś chusteczki?- Zapytał uśmiechając się szeroko.

- Powinnam mieć.- Powiedziałam i zaczęłam szukać po kieszeniach.- Mam!- Krzyknęłam zadowolona ze znalezionej paczki i podałam mu.

- Emm wiesz, że to nie chusteczki?- Odparł trochę zdziwiony.

- No, co ty gadasz?- Spytałam zdziwiona a on mi pokazał opakowanie. Była to paczka prezerwatyw, którą miała Izka w bagażu podręcznym od mamy. – Yyyy sorry pomyliłam się jak zgarniałam je z biurka. To mojej przyjaciółki.- Zaczęłam się tłumaczyć.

-Spoko. Nic się nie stało. Poczekasz tu ja skoczę do tego kiosku po chusteczki.- Wskazał ręką i pobiegł w tamtą stronę. A ja stałam jak głupia z tą paczką prezerwatyw. – Matko, jaki kwas przez mamę Izki narobiłam sobie wstydu.-Gadałam sama ze sobą. Nagle zobaczyłam, że blondyn wraca z paczką chusteczek.

-Gotowe. To, co biegniemy?- Spytał wesoło. A ja puściłam w niepamięć sytuacje z przed chwili.

-No pewnie. Biegniemy do tej fontanny w parku, ok.?

- Jasne!- Odrzekł i zaczęliśmy biec.

Dobiegliśmy do ustalonego miejsca, zmęczeni usiedliśmy na fontannie i zaczęliśmy się chlapać woda jak małe dzieci. W pewnym momencie zachwiałam się i wpadłam do wody, złapałam blondyna za rękę ciągnąc go za sobą on nie utrzymał równowago i w ten oto sposób oboje leżeliśmy w wodzie i śmialiśmy się jak wariaci.

- Ej przecież ja nawet nie znam twojego imienia.- Stwierdził z powaga.

-Racja ja twojego też nie. Jestem Lucy.- Podałam mu rękę.

- Ja Niall. Masz piękne imię.- Złapał moja rękę i spojrzał prosto w oczy. Zarumieniałam się, ale nie mogłam się powstrzymać żeby nie spojrzeć w te jego piękne oczyska.

-Może wracajmy już do domu. Oboje jesteśmy przemoczeni i zmarznięci, jeszcze się rozchorujesz.- Podał mi rękę i pomógł wstać, bo nadal siedzieliśmy w wodzie.

-Masz rację. Mi już się robi trochę zimno.- Odpowiedziałam

-Wiesz dałbym ci moją ci moją bluzę, ale to nie wiele zmieni, bo ona jest cała mokra.- Odparł śmiejąc się. Doszliśmy do mojego domu.

-To do zobaczenia mam nadzieję, że już w innych okolicznościach.- Odparłam uśmiechając się nieśmiało.

-Ej zaraz! Ty mieszkasz w domu Maxa?- Spytał zdziwiony.

-Tak. Jestem tu na wakacjach Max to mój wujek.- Odpowiedziałam.

-Naprawdę? Ja mieszkam tam.- Wskazał na dom, który wczoraj pokazywał nam Louis.

-No, co ty? Ty jesteś jednym z kolegów Louisa?

-Tak, a skąd ty znasz Louisa?- Zapytał.

-A długa historia.- Odpowiedziałam i pokrótce mu ją opowiedziałam. Zaczęliśmy się śmiać z tej historii.

-Uff, ale się uśmiałem. Masz może ochotę pójść pobiegać jutro?- Zapytał z nadzieją w głosie.

-No pewnie, w twoim towarzystwie bieganie to przyjemność.- Rany nie wierzę, że to powiedziałam, ale to pewnie, dlatego że on tak jakoś dziwnie na mnie działa.

-Miło mi, że tak mówisz. A podasz mi swój numer?

-Jasne- odpowiedziałam i podałam mu swój numer.

-To do jutra. Pa.- Pożegnał się i pomachał cudownie się uśmiechając.

-Pa.- Stałam na schodach i patrzyłam jak wchodzi do domu. Po chwili zrobiłam to samo, udałam się do swojego pokoju i zdjęłam przemoczone ubrania. Cały czas myśląc o Niallu zrobił na mnie ogromnie wrażenie. Przebrana zeszłam do kuchni gdzie siedziały dziewczyny i zajadały się kanapkami.


                                                       *************************

Tak jak mówiłam dodałam dzisiaj 6 rozdział;) Proszę was komentujcie,chce wiedzieć co jest źle a co wam się podoba;))) I z góry przepraszam za wszystkie błedy pisałam to na szybko;D A i dzięki Karo za szczerą opinię twoje komentarze mi bardzo pomogły.  <333

2 komentarze:

  1. Fajnyyy. Dobrze się czyta :) Chcieć więcej :*

    OdpowiedzUsuń
  2. genialne ! <3 super super i jeszcze raz super. ciekawe jak to sie dalej potoczy wszystko :)
    czekam na kolejne czesci i zparaszam do komentowania u mnie
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń