wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział IV


                                             Rozdział IV


                                              Oczami Łucji:

   

                Po chwili usłyszałam jak ktoś mnie woła odwróciłam się i dostrzegłam mojego wujka, machał w nasza stronę. Zawołałam Em, przerywając jej w ten sposób rozmowę z chłopakiem, na którego wpadła. Zauważyłam jeszcze jak się do siebie uśmiechają, co wyglądało komicznie. On wpatrzony w nią jak w obrazek nie odrywał od niej swoich oczu, wyraźnie zauważyłam, że coś między nimi zaiskrzyło. Obie z Izką to zauważyłyśmy, oczywiście nie obyło się bez głupich aluzji względem Emi, za co ona się na nas obraziła.

- Cześć wujku! – Przywitałam się z nim. - To jest Emilia moja przyjaciółka a to jej kuzynka Iza. –Przedstawiłam mu dziewczyny.

- Cześć dziewczyny miło mi was poznać. -Odpowiedział mój wujek z miłym uśmiechem. – To, co chodźcie do samochodu. Mam nadzieje, że spodobają wam się pokoje, które przygotowałem.

- Oj proszę pana na pewno będą wspaniałe i będzie nam się w nich dobrze spało.- Odpowiedziała Izka.

-I nie tylko spało.- Emi powiedziała to przyciszonym głosem tak żebyśmy tylko my to słyszały. Wszystkie jednocześnie parsknęłyśmy śmiechem.

- Dobra dziewczyny wsiadajcie a ja się zajmę waszymi walizkami- Powiedział mój wujek biorąc moją walizkę i wkładając ją do bagażnika.

-Ok. Ja siadam z przodu!- Wrzasnęłam i szybko wpakowałam się na siedzenie obok kierowcy. Zapomniałam tylko o jednym w angielskich samochodach siedzenie pasażera jest po lewej stronie a ja z przyzwyczajenia wsiadłam od prawej. Dziewczyny jak to zobaczył dosłownie zataczały się ze śmiechu, oburzona wysiadłam z samochodu.

-No i co się tak rżycie? Pomylić się nie można?!- Syknęłam w ich stronę.

-Oj już się tak nie denerwuj.- Odpowiedziałam Emi. Nasza konwersację przerwał nam wujek.

- Dziewczynki, co dzisiaj zamierzacie robić?- Spytał się z ciekawością.

- Jeszcze nie wiemy może coś po zwiedzamy, albo posiedzimy w domu a ty nam coś po opowiadasz.- Odpowiedziałam uśmiechając się do niego.

- Hmmm no, czemu by nie. Ja nie mam nic przeciwko.

- A gdzie tak właściwie pan mieszka?- Spytała się Em.

- Mieszkam w takiej spokojnej dzielnicy, bo przyznam wam się, że nie za bardzo lubię hałas. A i musze wam powiedzieć, że mam bardzo sympatycznych sąsiadów. Może kiedyś się z nimi poznacie są mniej więcej waszego wieku.- Odparł.

- Oooo to super. Fajnie będzie poznać kogoś miejscowego.- Powiedziała z entuzjazmem Izka.

- No mam nadzieję, że wam przypadną do gustu, bo muszę wam powiedzieć, że mnie często nie ma w domu. Czasami muszę wyjeżdżać po za miasto w delegacje, wiec często będziecie same. No i jesteśmy na miejscu! – Oznajmił nam wujek wysiadając z samochodu. Poszedł wyciągnąć nasze walizki z bagażnika.

- Wow, ale tu jest pięknie!- Zachwycała się Izka.

- NOO wujku, czemu nie mówiłeś, że mieszkasz w takim pięknym miejscu?- Spytałam z wyrzutem.

- Oj wesz nie lubię się chwalić. A i Łucja nie mów do mnie wujku czuję się strasznie staro a przecież tak nie jest! Po prostu mów do mnie Max- Odpowiedział ze śmiechem.

- Hahaha no dobra, niech ci będzie.- Poklepałam go po ramieniu.

-Wy też dziewczyny mówcie mi na ty a nie tak oficjalnie.- Zwrócił się do dziewczyn.

- Dobrze. Proszę pa…yyy Max nie miał byś nic przeciwko jak byśmy jednak poszły pozwiedzać okolicę. Tu jest tak pięknie, że aż szkoda siedzieć w domu.- Odparła Em.

- No jak chcecie, ale tak koło pierwszej bądźcie w domu na obiad.- Powiedziała Max idąc w stronę ogromnego domu.

- Łał to twój DOM?- Spytała z podziwem Izka.

- Tak mój jak dla mnie samego to strasznie duży, ale teraz nas jest więcej wiec będzie idealny.- Powiedziała ze śmiechem. Weszłyśmy do domu i od razu poszłyśmy do przydzielonych nam pokoi rzuciłyśmy nasze bagaże i jak najszybciej ruszyłyśmy na dół by poznać nowe miejsce. Wyszłyśmy z domu podziwiając nową okolicę w pewnym momencie usłyszałyśmy krzyki. Z ciekawością odwróciłyśmy się w kierunku dobiegającego głosu i ujrzałyśmy komiczną sytuacje. Jakiś chłopak wyprowadzał psa, a raczej pies jego. Widać było, że nie może sobie z nim poradzić. W pewnym momencie pies wyrwał mu się i zaczął biec w naszym kierunku. Z przerażeniem zaczęłyśmy wszystkie uciekać, lecz nagle usłyszałyśmy krzyk, Emi, która potknęła się i przewróciła. Odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy jak pies owego chłopaka z radością zaczął lizać ją po twarzy.

-Zabierzcie to bydle!! – Krzyczała Emi, a my nie wiedziałyśmy, co mamy zrobić. Zanim zdążyłyśmy do niej podbiec, właściciel psa próbował odciągnąć go od dziewczyny.

-Boris niewolno!!! Zostaw!!-Krzyczał, ale nie przyniosło to efektu. Wreszcie pociągnął psa za smycz i pomógł jej wstać, orientując się, że to Emi.



Oczami Emi:



Zaczęłam wycierać twarz ze śliny psa i wreszcie ujrzałam twarz jego właściciela.

-Kurde to ty ! Powinieneś bardziej pilnować swojego psa!- Wrzasnęłam oburzona.

-Przepraszam Cię za niego. A tak w ogóle to nie jest mój pies tylko mojego kumpla-odparł.

-Nie ważne, tak czy owak powinieneś bardziej go pilnować-mówiłam dalej z oburzeniem.Za plecami usłyszałam

Rozbawione głosy moich koleżanek, co jeszcze bardziej spotęgowało moją złość.

-Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam za Borisa. Mogę Ci to jakoś wynagrodzić?- Spytał z tym swoim uroczym uśmiechem, przez który uszła ze mnie cała złość.

-Dobra zapomnijmy już o tym. A co do wynagrodzenia może miałbyś ochotę pokazać mi okolicę, bo kompletnie nic tu nie znam

-Oczywiście z miłą chęcią. Może być dziś wieczorem koło 18.00 Tu gdzie teraz jesteśmy?

-Jasne to w takim razie do zobaczenia wieczorem- powiedziała na pożegnanie.

-Do miłego. Boris chodź!- Pożegnał się szarpiąc psa za smycz.

Kiedy odchodził ciągle zerkał w moją stronę, w pewnym momencie zagapił się i wpadł na drzewo uderzając w nie głową. Zaskoczony powiedział „Przepraszam” chwilę po tym zorientował się, w co uderzył.

Nie mogłam powstrzymać się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Z ledwością się opanowałam i podbiegłam do niego

-Nic Ci nie jest?- Spytałam z troską.

-Nie, wszystko w porządku.- Odparł z zażenowaniem w głosie.

-Dziewczyny chodźcie wracamy do domu.- Zawołałam dziewczyny stojąc obok Louisa.

- Mogę was odprowadzić?- Spytał

- No pewnie skoro masz na to ochotę- odpowiedziałam wesoło.

Po chwili obok nas zmaterializowały się dziewczyny.

-Ej! Przecież wy się nie znacie- powiedziałam uderzając się w czoło.

-Dziewczyny to jest Louis-przedstawiłam im chłopaka.

-Cześć jestem Lucy

- A ja, Isabell ale dla znajomych Bell- Odpowiedziała z nieśmiałym uśmiechem, co było dość dziwne, bo ona jest wygadana jak nikt inny.

-Cześć wam. Miło mi was poznać.-Odpowiedział Lou z uroczym uśmiechem.

Ruszyliśmy kierunku naszego domu. Cały czas gadając jakbyśmy znali się od dawna. Wreszcie byliśmy na miejscu, chciałam powiedzieć, że to tu i podziękować mu za towarzystwo, ale mnie uprzedził.

- Wy tu mieszkacie?- Spytał zaskoczony.

- Tak. A czemu jesteś taki zaskoczony?- Spytała Bell.

-Bo ja mieszkam tam.- Wskazał nam ręką budynek naprzeciwko.

- Naprawdę?- Spytałyśmy jednocześnie.

- Tak. Mieszkam tam z czterem kuplami.- Odpowiedział ze śmiechem.

- Oj coś czuję, że będziemy się często widywać.- Stwierdziła ze śmiechem Luc.

- No ja mam taką nadzieję.- Louis spojrzał na mnie znacząco a ja zarumieniłam się i opuściłam głowę w dół.

- Ja tez tak myślę. To, co my się już pożegnamy.- Wtrąciła się Bell.

- Na razie!- Powiedziały jednocześnie i zniknęły za drzwiami.

- To do zobaczenia wieczorem.- Odparłam do Louisa, który cały czas mi się przyglądał.

-Tak właśnie. Do wieczora.- Odparł i puścił mi oczko. Uśmiechnęłam się i ruszyłam do domu.

W domu rozebrałam się i weszłam do kuchni, w której siedziały dziewczyny i śmiały się w najlepsze.

-Z czego się tak chichracie?- Spytałam zdziwiona.

- Oj już nie udawaj, że nie wiesz, z czego a raczej, z kogo.- Odparła Lucy.

- Emm chodzi o Louisa.- Dokończyła Bell.

- Oj tam, oj tam. Chłopak się zapatrzył i wywalił wielkie mi halo.- A sama parsknęłam śmiechem – Dobra dziewczyny ja idę się szykować, bo za godzinę jestem umówiona z Louisem.

- Uuuu. No leć, leć. Szykuj się przecież musisz wyglądać szałowo.- Walnęła Bell.

- Ach dziewczyny, dziewczyny. To jest tylko przyjacielskie spotkanie.

-Tak, tak. Uważaj, bo Ci uwierzymy.- Zaśmiała się Bell.

- No tak.- Powiedziałam z uśmiechem i ruszyłam na górę szykować się na wieczorny spacer z Lou.   


**********


Prosimy komentujcie, ponieważ zależy nam na waszych opiniach.
Pozdrawiamy ;**







3 komentarze:

  1. lekki rozdział podobał mi się c:

    OdpowiedzUsuń
  2. super bardzo mi się podoba styl w jakim piszesz :)
    gratuluje talentu.
    zapraszam do komentowania u mnie
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajnie sie czyta. Czekam na kolejny :) i dzieki za komentarz, bardzo budujacy w ostatnim czasie dla mnie :*

    OdpowiedzUsuń